Teksty / Felietony / DYREKTOR

Szczerze mówiąc, nie wyglądał. Nie wyglądał nawet na emerytowanego dyrektora. Nie wyglądał też na bezdomnego. Coś pomiędzy – wyglądał, jakby z kiedyś porządnie ubranego, pewnego siebie mężczyzny ktoś spuścił powietrze. Wyglądał trochę jak bałwan w trzecim dniu odwilży. Ale miał w oczach jakąś radość, rozmarzenie.

Obserwowałem go już w tramwaju. Siedział w rozpiętym płaszczu, niedbale zawiązanym szaliku i rozwiązanych butach. Gdy poza centrum trochę się rozluźniło, postanowił je zawiązać. Z trudem pochylał się, usiłując złapać sznurówki, ale zawsze w decydującym momencie tramwajem rzucało na zakręcie czy rozjeździe i nierówną walkę trzeba było zaczynać od nowa. Nawet chciałem mu pomóc, ale jakoś nie mogłem się zdecydować. Musiałbym klęknąć przed nim albo przykucnąć. Tak długo się do tego zabierałem, że tramwaj zdążył dojechać do ostatniego przystanku. Wysiedliśmy, facet usiadł na ławeczce i z pewnym trudem zabrał się za manipulowanie przy sznurowadłach. Dyskretnie obserwowałem go zza przystankowej wiaty.

Skończył, ale się nie podnosił. Jeszcze tu zamarznie – pomyślałem i spytałem, co zamierza. – Czekam na dwunastkę. Wbrew pozorom była w tym pewna logika, bo tramwaje tej linii jechały dalej, aż na górkę, gdzie wśród drzew stoi drewniany budynek noclegowni. – No ale dwunastka to dopiero rano, ostatnia niedawno odjechała – uświadomiłem mu gorzką prawdę. – Pan do schroniska? – A tak, owszem. Pomóż mi się podnieść.

Podałem mu rękę, wstał, ale nie puszczał mojego ramienia. Nie był pijany, choć coś tam – sądząc po zapachu wydychanego powietrza – wypił. Rozpoczęliśmy naszą kosmicznie długą odyseję, rozpisaną na cztery długie przystanki (tramwajowe) albo na dziesięć coraz krótszych etapów nocnego rajdu. Szedł powoli, uważnie stawiając nogi. Mimo to co chwila dostawał zadyszki. Jeszcze mi tu zasłabnie – pomyślałem. – Da pan radę, jeszcze kawałek – przekonywałem, choć przecież dobrze wiedział, ile mamy jeszcze do przejścia. – Odsapnijmy trochę na tym murku.

Jak długo można iść dwa kilometry? Zimą, z coraz bardziej zmęczonym dziadkiem uwieszonym twojego ramienia – długo. Półtorej godziny? Jakoś tak. Przez ten czas można wysłuchać zasapanej historii życia, można też poznać sekret comiesięcznych wypraw niepozbawionego fantazji mieszkańca schroniska dla bezdomnych. Dla osób w kryzysie bezdomności – jak chce polityczna poprawność. Niech jej będzie. Jeśli to komuś poprawi samopoczucie.

Nie będę wymyślał mu imienia. Wystarczy Dyrektor – tak o sobie powiedział: Byłem kiedyś ważnym dyrektorem, jeszcze za komuny. Kierował przedsiębiorstwem budowlanym, zarabiał dobrze, jeszcze lepiej wydawał. Grywał też w pokera, taka rozrywka „biznesowych elit PRL-u”. Prywaciarze, dyrektorzy, lekarze, milicjanci, jakiś zagubiony w tym gronie adwokat albo notariusz. Prywatne mieszkanie, kłęby papierosowego dymu, sporo alkoholu, na stole kupki wymiętych banknotów – tak to sobie wyobrażam. Grało się, wygrywało, przegrywało. Kiedyś rzuciłem na stół kluczyki do samochodu… i przegrałem. Żona nie podzielała jego zainteresowań, zażądała rozwodu. Potem zamieszkał u innej kobiety. Ta któregoś dnia po prostu zmieniła zamki w drzwiach. Teraz mieszkam w schronisku, mam emeryturę, połowę oddaję za możliwość spania – wyrko i kiepskie żarcie.

Ale raz w miesiącu znowu jest ważną osobą. Drugą połowę emerytury przeznacza na wystawną kolację. Zaprasza dawnych kolegów do restauracji, jedzą, trochę piją, wspominają. Przez jeden wieczór życie znowu ma smak. A potem biorą taksówki i wracają do domów. Dyrektor wsiada w tramwaj i jedzie do schroniska na przedmieściu. Ciebie też kiedyś zaproszę, dobry jesteś chłopak. Szkoda, że nie mam takiego syna.

 

P.S. Opowieść inspirowana prawdziwym zdarzeniem, ale podana w sosie literackiej fikcji.


Autor
Piotr Grobliński, poeta, dziennikarz, publicysta kulturalny. Urodzony w 1966 roku w Łodzi. Jako poeta i recenzent debiutował w 1986 roku w „Odgłosach”. Opublikował sześć tomików poetyckich: Błękitne lustro aksjologii (1990), Filozoficzne aspekty tramwaju (1995), Zgodnie z regułą splotów (1997), Festiwale otwartych balkonów (2005), Inne sprawy dla reportera (2012), Karma dla psów (2018), a także zbiorów felietonów Depilacja okolic serca (2014) i Wanna na wydaniu (2020). Pracuje w Łódzkim Domu Kultury jako redaktor specjalizującego się w poezji wydawnictwa Kwadratura. Ponadto redaguje portal SNG Kultura. Publikuje felietony, reportaże i recenzje książek oraz spektakli teatralnych, m.in. w „Kalejdoskopie”, prowadzi spotkania z ludźmi kultury. Pomysłodawca i członek kapituły nagrody Armatka Kultury.

12.02.2026 | Piotr Grobliński

Felietony

TU BYŁA KSIĘGARNIA

Zamknęła się kolejna księgarnia w moim mieście. Tym razem na głównej ulicy. Z pamięci wyliczam sobie dziesięć adresów, gdzie kiedyś kupowałem książki, a dziś - dziś mogę kupić tam używaną odzież, iść na siłownię lub do lekarza. Część lokali stoi pusta. Dlaczego księgarnie upadają? Nie ma jednej przyczyny, sam mogę wyliczyć z dziesięć powodów.

CZYTAJ DALEJ +

06.02.2026 | Piotr Grobliński

Felietony

WANNA WYDANA

Sześć lat temu ukazała się moja książka zatytułowana "Wanna na wydaniu". Książki dość szybko przestają się podobać ich autorom, a ja wciąż ją lubię. Jest dowcipna, mówi o ważnych rzeczach, ale się nie wymądrza, ma fajną okładkę, czyli... gdyby była panną, byłaby świetną partią. W dodatku całkiem wysportowaną - wszak od lat regularnie odwiedza Stację Nowa Gdynia...

CZYTAJ DALEJ +