Dosyć już o tych pączkach. Ile można czytać o cenach słodyczy u Magdy Gessler, o domowych recepturach babci, ile można śledzić osiedlowe rankingi cukierni. Nawet doniesienia o facecie, który po operacji przegrody wciągnął nosem dwadzieścia pączków w minutę, w końcu mogą się przejeść. Dlatego pisząc felieton w czwartek tłusty jak flaki z olejem, skupię się na przymiotnikach.
Zawsze fascynowały mnie odcienie znaczeniowe słów, ich zmienność w zależności od kontekstu. Także ich zmienność w czasie. Chętnie śledziłbym notowania przymiotników na giełdzie znaczeń. Im wyższa wartość akcji danego słowa, tym jego znaczenie bardziej pozytywne. Przymiotnik tłusty kiedyś musiał mieć znacznie wyższą wartość, powiedzmy 80 w skali od 1 do 100. Widać to w wyrażeniu o biblijnej proweniencji siedem lat tłustych. Tłuste, czyli dostatnie, obfite. A biblijna Księga Przysłów twierdzi, że lepsze jest trochę jarzyn z miłością, niż tłusty wół z nienawiścią. Taka dawna wersja przysłowia o wróblu w garści. Niby lepsze jarzyny, ale przecież dlatego, że z miłością. Tak naprawdę lepszy tłusty wół (gołąb) – inaczej przysłowie nie miałoby sensu. Tłusty wół z miłością to byłoby coś! A przecież dzisiaj słowo tłusty kojarzy się raczej źle (przynajmniej od poniedziałku do środy i od piątku do niedzieli). Tłuste mięso – fuj, tłuste koty – złodzieje, a otyłość to już choroba wpisana przez WHO na listę Międzynarodowej Klasyfikacji Chorób (ICD-10) pod numerem E66. Jedynie rosół i czasami czwartek mogą być tłuste. Na mojej liście wartości słów tłusty na pewno traci pozycję, ma może jakieś 30 na 100.
Tak więc jedne przymiotniki mają znaczenie pozytywne, a inne negatywne. Jeszcze inne są nijakie, jak średni, ambiwalentny czy zwykły. Co ciekawe, nijaki to raczej słaby, tani, banalny, czyli poniżej średniej. Pozytywny – niejako z definicji – powinien być jednoznacznie pozytywny. A jednak nie takie to proste – pozytywny wynik testu na jakąś chorobę obniża mu ranking (najwyżej 95 pkt.). Przegrywa ze zbawiennym, idealnym czy genialnym. Na zasadzie lustrzanego odbicia negatywny nie jest tak całkiem negatywny. Ale czy zawsze antonimy leżą po przeciwnych stronach skali?
Dobry jest dobry, a zły jest zły – to wiadomo. Ale czy lepszy jest lekki czy ciężki? To zależy – powiecie – o czym mowa. Lekka choroba lepsza od ciężkiej, a lekka praca (chyba) lepsza od pracy ciężkiej. Ale już lekkie życie… można mieć wątpliwości. Nie mówiąc o lekkich obyczajach, które są ciężkim grzechem. Przesada lekka jest dobra, Adam Zagajewski tym wyrażeniem definiował nawet poezję. Natomiast przesada… no właśnie – gruba jest przesadą przesadną. Przeciwieństwem lekkiego jest tu gruby. Lekka przesada to taka przesada w wersji light. Gruba to wersja strong. Ale czy gruby to zawsze silny? Tak myślą chyba tylko trenerzy sumo.
W języku prawie zawsze słodki lepszy od gorzkiego, ale na języku to dziecinne podejście. Słodkie chwile, słodkie kotki, słodkie pocałunki. Gorzkie łzy, gorzkie doświadczenia, gorzkie żale. Ale żywić się słodyczami? Przesłodzić się i zakwasić przy okazji? To już wolę jarmuż, migdały i zieloną herbatę. Przeciwieństwem słodkiego jest też wytrawny. Wytrawne wino, wytrawny znawca. Wytrawne pączki nadziewane słoniną.
Felietony
Zamknęła się kolejna księgarnia w moim mieście. Tym razem na głównej ulicy. Z pamięci wyliczam sobie dziesięć adresów, gdzie kiedyś kupowałem książki, a dziś - dziś mogę kupić tam używaną odzież, iść na siłownię lub do lekarza. Część lokali stoi pusta. Dlaczego księgarnie upadają? Nie ma jednej przyczyny, sam mogę wyliczyć z dziesięć powodów.
Felietony
Sześć lat temu ukazała się moja książka zatytułowana "Wanna na wydaniu". Książki dość szybko przestają się podobać ich autorom, a ja wciąż ją lubię. Jest dowcipna, mówi o ważnych rzeczach, ale się nie wymądrza, ma fajną okładkę, czyli... gdyby była panną, byłaby świetną partią. W dodatku całkiem wysportowaną - wszak od lat regularnie odwiedza Stację Nowa Gdynia...